piątek, 18 maja 2018

Moja biblioteka domowa się powiększyła chociaż nic nie kupiłam....



                                        Nie piszę postów o książkach, ale czytam,  co widać przynajmniej na moich  półkach teraz czytam przeczytane na portalu Lubimyczytać.pl .  Nie kupuję również książek a jednak moja biblioteczka wzbogaciła się ostatnio o trzy pozycje z Wydawnictwa M. Oczywiście w postaci prezentów i to od samego redaktora naczelnego. 
          




Trzecia z książek to pięknie wydana i i bogato ilustrowana Modlitwa Celtów, która może być fantastycznym prezentem, zapewniającym estetyczne i duchowe przeżycia.






                   Udało mi się również wreszcie  odwiedzić bibliotekę i oddać przeczytane, jak i nie przeczytane, ale za to mocno przetrzymane książki. Niestety tym razem nie miałam czasu spędzić w niej więcej czasu, gdyż moja druga, niecierpliwa połowa, czekała na mnie więc złapałam tę, o której już gdzieś czytałam i tym razem powróciłam do domu tylko z jedną....czym zdziwiłam panią z biblioteki.


   Ogromnie suchy ten mój post, taki tylko informacyjny,  więc na koniec rzadki gość w ogrodzie.
Kiepski ten filmik, ale nie radzę sobie z obróbką ....zdjęcia potrafię jakoś udoskonalić a filmików nawet nie potrafię skrócić toteż  słychać na nim głos mojej drugiej połowy......





sobota, 12 maja 2018

Kalina, ale nie Jędrusik........


                             

          Wczoraj skończyłam czytać "Źdźbło trawy" Lewisa DeSoto i noszę się z zamiarem napisania jakiegoś, niezbyt rozbudowanego, posta, ale niestety coraz trudniej - w obecnej mojej sytuacji - przychodzi mi się zmobilizować do pisania. Zbyt mało czasu mam dla siebie, by twórczo skupić myśli. 
Toteż, by ożywić mój blog ratuję się  swoimi  zdjęciami.
   

         W ubiegłym roku odkryłam, że na naszej górce rośnie kalina koralowa - Viburnum Opulus.
Było to nie lada odkrycie, bo nigdy wcześniej się z nią nie spotkałam. Wiosną kwitnąca na biało jesienią ma prawdziwie piękne czerwone korale.

           Jak już chyba gdzieś tam pisałam mamy na swojej górce źródło, do którego co któryś dzień chodzę po wodę, by nie pić kranówki. I dzisiaj po drodze odkryłam, że tych kalin koralowych jest co najmniej trzy a to mnie bardzo ucieszyło i oczywiście nie omieszkałam zrobić kilka zdjęć, by pokazać jaki to urodziwy krzew, dzięki zarówno swym liściom jak i pięknemu, i oryginalnemu kwiatostanowi, który rozsiewa odurzającą woń. 








A post, jak zwykle taki, kończę znalezionym w internecie wiki cytatem, który tym razem pochodzi z wiersza Marii Bartusówny pt. Kalina :


Na skale pod lasem samotnie
Dziewicza wykwitła kalina,
Czasami swawolnie, przelotnie
Gałązki jej wietrzyk ugina,
I dziwne jej szepce powieści,
O szczęściu, co życie umila,
A ona go słucha w boleści
I czoło ku ziemi pochyla.


Życzę tym, którzy tu zaglądną ciekawie i miło spędzonego weekendu.

środa, 2 maja 2018

Barwy narodowe - Maria Pawlikowska - Jasnorzewska.




Barwy narodowe


Biało-krwawy,

Krwawo-biały, lniany

Opatrunku, który zwiesz się: sztandar,

Coś się z wielkim krwotokiem uporał!

Wiatr rozwija ten dokument rany,

Wznosi w górę bohaterski bandaż,

Tę pamiątkę,

Ten dług

I ten morał.



Maria Pawlikowska - Jasnorzewska


Nie znałam tego wiersza, ale dzięki komuś poznałam go dzisiaj wieczorem, u schyłku Dnia Flagi. 

niedziela, 29 kwietnia 2018

W niedzieli z poezją Antoni Słonimski i moje bzy.....



                Wprawdzie kasztany jeszcze chyba nie kwitną, bo przecież one dopiero w maju, gdy trzeba się uczyć, by jakoś świadectwo końcowe dobrze wyglądało, ale za to bez w tym roku kwitnie już jak szalony dosłownie oszałamiając mnie swą wonią, gdy się tylko znajdę  w jego pobliżu, a mam taką okazję wiele razy w ciągu dnia.
Chciałam pokazać go tutaj a ponieważ lubię łączyć swoje zdjęcia z poezją więc jak zwykle poszukałam strof o bzie i znalazłam ten przepiękny liryk Antoniego Słonimskiego, który zaczerpnęłam ze strony jednej z bibliotek warszawskich , gdyż niestety wśród mojego zbioru tomików z poezją - co z przykrością stwierdzam - brak wierszy Antoniego Słonimskiego. 

ŻAL
Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
Mokre pachniały kasztany.
Zbyt długo mi w oczy patrzałaś-
Ogromnie byłem zmieszany.
Pod mokre płaty gałęzi
Szedłem za tobą w krok.
Serce me trzymał na uwięzi
Twój fiołkowy wzrok.
Dawno zużyte słowa
Wróciły do mnie znów
I zrozumiałem od nowa
Znaczenie prostych słów.
I tak się jakoś stało,
Że bez pachniał - jak bez,

I słowo ''pachnie" pachniało,

I łzy były pełne łez.
Tęsknota, słowo zużyte,
Otwarło mi swoją dal...
Jak różne są rzeczy ukryte
W króciutkim wyrazie ŻAL.




Piękna poezja miłosna. Można się nią upajać jak zapachem kwitnącego bzu, czyż nie? Miłego popołudnia niedzielnego życzę tym, którzy do mnie wpadną z choćby krótką wizytą........ 

czwartek, 26 kwietnia 2018

Oriana Fallaci o tym czym jest rodzina i refren piosenki z Kabaretu Starszych Panów.


                Jak pisałam we wczorajszym  poście o "Liście do nienarodzonego dziecka"  poglądy pisarki są dla mnie w dużej mierze  kontrowersyjne. I tak, między innymi, nie zgadzam się z tym jak zaprezentowała rodzinę, a gdy czytałam cytowany poniżej  fragment przypomniały mi się słowa refrenu piosenki z Kabaretu"Starszych Panów".
                Dla Oriany Fallaci rodzina  to rodzaj zniewolenia jednostki :

                       Nie wierzę w rodzinę. Rodzina jest kłamstwem wymyślonym przez tego, kto urządził świat w taki sposób, żeby lepiej kontrolować ludzi, zmusić ich do przestrzegania zasad. Łatwiej się zbuntować, kiedy jesteśmy sami, poddajemy się łatwiej, kiedy żyjemy z innymi. Rodzina nie jest niczym innym, jest znakiem systemu, który nie może  zezwolić nam na nieposłuszeństwo, jej świętość nie istnieje. Istnieją jedynie grupy mężczyzn i kobiet, i dzieci zmuszonych nosić jedno nazwisko, mieszkać pod jednym dachem; często nie cierpiąc się nawzajem, wręcz nienawidząc. Ale wyrzuty sumienia istnieją, istnieją więzi, zakorzenione w nas, niczym drzewa stawiające opór nawet huraganowi, nieuchronne jak głód i pragnienie. Nigdy się od nich nie uwolnisz, nawet jeśli będziesz próbować ze wszystkich sił, ani wola, ani rozum na nic się tu nie zdadzą. Może nawet uznasz, że o nich zapomniałoś, ale pewnego dnia powracają, nieubłagane, żeby założyć ci pętlę na szyję lepiej od jakiegokolwiek kata. I udusić"./str.51/
                      
                     Nie przeczę, że bywają trudne rodziny i faktycznie jak jesteśmy młodzi chcemy się niejednokrotnie uwolnić od więzów jakie nas z rodziną łączą chcąc się ja najszybciej usamodzielnić. I jest to uważam właściwe, ale żeby ją traktować jak kata. To przerażająca wizja rodziny. 
                     A przecież, jak śpiewali Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski :


                                 Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest
  Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.